sobota, 24 czerwca 2017

133

Co raz mniej mnie tu, wypalam się całkowicie z pisania, a może nie chce się powtarzać? Nie wiem, wiele razy otwieram bloga i prubuje coś tu zostawić ale kończy się to skasowaniem notki.
Dziś spędzamy weekend osobno każdy z nas na swój sposób, rzadko mamy taką możliwość ale właśnie ta Sobota była cała dla mnie, wybrałam się na Wielkie zakupy, chodziłam po sklepach i przymierzałam wszystko co wpadło mi w oczy nikt mnie nie pospieszał, nikt nie pytał " długo jeszcze, chcesz to kupić, za drogie, ile można przymierzać jedną bluzkę" nie spieszyłam się z uśmiechem na ustach przemierzałam kolejne sklepy w każdym zostawiając coś po sobie w ten sposób pozbawiając moją kartę oszczędności.
Ale nie to było najlepsze, zjadłam obiad na który miałam ochotę, nikt nie wybierał knajpy, sama znalazłam coś na co miałam ochotę, na deser zakupiłam wielkie lody nie bojąc się że przez kolejny tydzień będę musiała wziąć się za ćwiczenia. Zadowolona i szczęśliwa a przede wszystkim zrelaksowana wróciłam do domu zmywając makijaż w za dużej koszulce po pijałam winko z myślą że jutro też jest dzień nasz dzień. Czasami warto zrobić sobie jeden dzień taki cały dla siebie.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

132

Jest kimś wiecej niz bliską mi osobą Jest kimś kogo kocham nawet gdy doprowadza mnie do płaczu,  Jest kimś kto stawia mnie ponad wszystko inne,  kimś kto nigdy nie zabierze ręki gdy skieruję swoją w Jego strone, Jest kimś kto powie "dlaczego nie przyszłaś do mnie z Tym"  kimś kto potrafi sie na mnie gniewać ale mimo wszystko w głębi duszy wiem ze mnie kocha, Jest kimś kto mysli o sobie ale tez i o mnie. Kimś kto stanie w drzwiach i przytuli gdy widzi ze mam gorszy dzień, kims kto kocha mnie w sukience i w za duzym dresie,  w kucyku i w rozwalonej fryzurze,  smutną i radosną kocha mnie w kazdym momencie nie tylko gdy Jest dobrze. Kocha mnie nawet wtedy gdy robie głupstwa,  kocha gdy osiągam sukces.Jest moim Mezczyzną, kochankiem i przyjacielem.

Dostalam Kolejną umowe na 6 miesiacy.
8lipiec 23 urodziny moje
Od 17 lipca zaczynamy wakaacje :)
18 lipiec 4,5 roku razem

niedziela, 4 czerwca 2017

w sedno.

W samo sedno. Tekst nie należy do mnie

"Wierzę w wiele rzeczy. Wierzę w siebie. Wierzę w to, że szacunek jest ważniejszy, niż posiadanie. Wierzę też w to, że niemal każda zła sytuacja, z której wyciągnie się wnioski prowadzi do miejsca, do którego nigdy nie dotarłoby się bez niej.

Nie wierzę za to w ratowanie związków za wszelką cenę i chociaż liczę się z możliwością, że są sytuacje, kiedy powrót do eks ma sens, to jednak 99,99% do nich nie należy.
To, że rozstanie boli, nie jest argumentem, żeby do siebie wrócić.

Każde rozstanie jest jak wybuchająca emocjonalna bomba. Mieszkanie wydaje się zimne i opuszczone. Łóżko za duże. Kotlety robi się na dwa dni, a zupę na cztery. Leżąc w łóżku nie ma co liczyć na to, że ktoś przyniesie nam koc albo gorącą herbatę.

Przed rozstaniem widzi się same wady. Po rozstaniu widzi się same zalety. Dopóki się kogoś nie straci to zauważa się tylko porozrzucane skarpetki, nieumiejętność zadbania o siebie i niepozmywane naczynia. Później okazuje się, że z nikim tak dobrze nie oglądało się filmów, nieporadność była słodka, a brudne naczynia wciąż są lepsze od mieszkania, w którym nikogo nie ma i zaskoczy cię tylko to, jak przejmująco smutna potrafi być cisza.

Wiesz co jest prawdziwe? Codzienność. Bo związki nie składają się ze świąt, wakacji pod palmami i tęsknoty, jak myśleliście, że już się nigdy nie zobaczycie. To tylko nieregularnie wypłacane premie, a związki składają się przede wszystkim z poniedziałków, wtorków i sobót, ze zmęczenia po pracy, robienia zakupów i potakiwania, kiedy ona mówi coś, za czym nie da się nadążyć. Jeśli nie wyszła wam szara codzienność to straciliście wszystko, bo związek, w którym jest się dla 5% dobrych dni i seksu na zgodę to zły związek.

Ludzie lubią mylić poczucie pustki z miłością, ale to że odczuwasz czyjś brak, oznacza tylko, że ten ktoś był w twoim życiu ważny, ale nie oznacza, że wciąż taki jest. Tym bardziej nie oznacza też, że jest najlepszą opcją. Oznacza tylko, że zajmowane przez niego miejsce zostało wytarte gumką, jak szkic zrobiony ołówkiem i teraz można zapełnić go czymś, co pasuje tam lepiej.

To nie był dobry związek.

Mam dla ciebie radę wartą milion dolarów: „Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, to przyjrzyj się uważanie i sprawdź czy przypadkiem nie ładujesz się kolejny raz do brudnej kałuży.”

Miałem czytelnika, który do brudnej kałuży wracał latami. Jego dziewczyna najpierw go zdradzała, później płakała, on wybaczał „ostatni raz”, a ona zdradzała go po raz kolejny. Na pytanie dlaczego się na to zgadza odpowiadał, że nigdy nie był z taką dziewczyną, że jest atrakcyjna, miła i inteligenta. Prawda jest natomiast inna – ona była dla niego wyborem, który był prosty i dostępny, a nie dobry.

Musisz wiedzieć, że ludzie nie oddalają się od siebie ot tak. Relacje degenerują się miesiącami. Krok po kroku spada się dla siebie nawzajem z pozycji priorytetu na odpowiednik ekspresu do kawy, który stoi nieużywany i czeka aż będzie potrzebny. Rozstanie to ukoronowanie długiego procesu zapominania o tym, jak być mężczyzną i jak być kobietą. Efekt, w którym stajecie się dla siebie obcymi osobami.

Współlokatorami, którzy mają wspólne mleko i jajka w lodówce.
Tego nie da się naprawić jedną „poważną rozmową”. Do tego trzeba stać się zupełnie innymi osobami, którymi dla siebie nigdy nie będziecie, bo ludzie nie zmieniają się dla tego, co mają. Zmieniają się dla tego, co jest poza zasięgiem, więc zmienisz się dopiero dla kogoś, kogo poznasz w przyszłości.
Jeśli się nad tym zastanowisz, to odpowiedź na pytanie: „Czy to był dobry związek?”, nigdy nie brzmi: „Tak”. Być może „nie był taki zły”, ale od „dobrego” dzieliła go przepaść, bo inaczej nikt z was nie wpadłby na pomysł odbycia poważnej rozmowy pod tytułem: „To już koniec”.

I tak, możecie mieć później wątpliwości. Możecie się wahać i mówić: „Nie jestem pewny/a czy to była dobra decyzja”, ale to zdanie jest tylko długim synonimem krótkiego słowa: „Nie”. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że może nie dziś, ani za miesiąc, ale w końcu pojawi się ktoś, przy kim nie będzie miało się takich wątpliwości. W takiej relacji możesz być po dwóch stronach barykady – albo ktoś może nie być ciebie pewny, albo ty możesz nie być pewna kogoś, ale odpowiedź wciąż jest taka sama – oboje zasługujecie na kogoś, kto nie ma tych wątpliwości.

Drugie szanse nie istnieją.

Wychowani w świecie Tindera, powszechnych gwarancji, jednorazówek i wymian, myślimy, że nasze działania nie mają konsekwencji. Że wszystko przed nami. Że możemy całe życie próbować kochać, ale nigdy się nie zakochać. Że zawsze możemy wrócić. Że zawsze możemy przeprosić i w ten sposób cofnąć popełniony błąd.

Tylko że jeśli czegoś ludziom brakuje, to świadomości, że szanse nie są wieczne. Szanse są efektem tysięcy drobnych zbiegów okoliczności i niewykorzystane znikają – najczęściej raz na zawsze. Myślenie, że zawsze można spróbować raz jeszcze jest fikcją. W praktyce albo dbasz o to, żeby to była świetna relacja albo to pierdolisz.

Pierwszy wybór polega na tym, że możesz zachowywać się tak, żeby nie przekraczać granic, których nie da się cofnąć bez zdeptania swojej lub cudzej godności. Nie mówisz, że kochasz, jeśli tak nie jest. Nie mówisz, że „to koniec”, chociaż nie jesteś tego absolutnie pewny. Po rozlanym mleku zostaje kałuża. Po nadwyrężonych uczuciach zostaje bolące pęknięcie. Ludzie mogą przywyknąć do tego, że są ranieni, ale to nie sprawi, że zaczną uważać, że to normalne i przestaną odczuwać ból.
Drugi wybór polega na tym, że możesz traktować kogoś, jak pewnik, ale jednocześnie licząc się z konsekwencjami i tym, że w odpowiedniej chwili będzie trzeba znaleźć swoje mentalne jaja i powiedzieć: „To moja wina i przez swoją głupotę straciłem/am coś najważniejszego”, a później żyć ze świadomością popełnionego błędu.

Wiesz dlaczego? Bo tam gdzie wszystko da się cofnąć, tam nic nie ma znaczenia. Wszystko jest po prostu kolejną, bezwartościową próbą. Problem w tym, że w świecie, w którym w ciągu tygodnia można zmienić pracę, miasto i kraj, nie potrzebujemy być z kimś, kto zawsze powie: „Dobra, zacznijmy od nowa”. Potrzebujemy kogoś, kto nie doprowadza do sytuacji, w której musi to mówić.

Rozstanie daje ci szansę na bycie lepszą osobą.
Rozstanie po kilkuletnim związku to zawsze wyzwanie. Wymaga ono zrobienia rachunku sumienia. Przeanalizowania swoich błędów. Ułożenia się na nowo. Nauczenia się nowych rzeczy. Poznania nowych osób. Zmierzenia się z tym, jak bardzo się zaniedbaliśmy. Zauważenia, że nie każda dziewczyna, która się uśmiecha w alejce supermarketu ma od razu ochotę na seks, a mężczyźni ociekający atrakcyjnością wcale nie tak chętnie proponują drugie randki.

To NIGDY nie jest łatwe. Łatwe jest tylko wrócenie do kogoś. Wystarczy przełknąć dumę. Zrzucić kilka kilo. Poważniej zacząć myśleć o życiu, albo przynajmniej przestać udawać rozkapryszonego dzieciaka.

Pytanie o to, czy się z kim zejść, sprowadza się do najważniejszych wyborów jakich dokonujemy. Możliwości czy bezpieczeństwo? Pójście dalej czy zostanie w miejscu? Nowe czy stare? Strach czy komfort?

I jeśli o czymś warto pamiętać to o tym, że zwykle żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło – przepuszczonych możliwości i zmarnowanych szans. Czekania na kogoś i przegapienia wszystkich osób, które w tym czasie czekały na ciebie. Po rozstaniu znów stoisz w miejscu, w którym możesz wybrać, co chcesz. Już nie jesteś tą osobą, która całe życie spędziła w Milanówku, bo tak było jej wygodnie. Teraz wiesz, że możesz wyjechać na Malediwy, do Nowego Jorku, Paryża, na Bali albo kupić chatki w Szkocji, w której wieczorami będziesz siadać na kanapie przed rozpalonym kominkiem.

Teraz możesz być z kimkolwiek zechcesz. Z kimś, kto udowodni ci, że nigdy nie jest za późno na miłość, na nowy początek i na związek, w którym być może po raz pierwszy nie będziesz czuć, że coś dla niego poświęcasz i każdego dnia musisz mierzyć się z problemami.

W tej chwili wszystko zależy od ciebie. Trzymasz rękę na czerwonym guziku. Pytanie czy go wciśniesz?"

- Volantification

 U nas wszystko dobrze no prawie, ale w każdym związku są gorsze dni, my chyba nasze przeszliśmy.

czwartek, 1 czerwca 2017

.

Dziś, dopiero widać jak wiele nas różni, jaka gruba linia dzieli Ciebie ode mnie.
Myślałam, ze z każdym kolejnym miesiącem, kwartałem, rokiem będzie to mniej widoczne, ale jest wręcz przeciwnie teraz dopiero widać tą różnicę jaka jest między nami. Jesteśmy jak z dwóch innych światów, i tu nie chodzi o innych znajomych, czy brak wspólnych zainteresować, to jest pestka w porównaniu z tym co nas różni. Każde z nas miało inne podejście do życia, inaczej reagowało inaczej myślało, z początku wszystko było takie łatwe, każde z nas ustępowało, przyznawało rację drugiej osobie. Dziś, po tych kilku latach, zmieniliśmy się, dziś myślę podobnie jak Ty, dziś również mam swoje zdanie, z którego tak szybko nie rezygnuje, dziś stoję przy swoim próbując Ci uświadomić że tez mam rację, dziś nie przyznaje racji Tobie gdy wiem że jej nie masz, jestem stanowcza i kiedy wiem że mam dość to wsiadam w auto i wracam do domu. Różni nas tak wiele, ale wciąż łączy jedno miłość, i mimo wszystkich problemów, i sprzeczności to wiem ze damy radę bo mamy siebie.

czwartek, 18 maja 2017

131

Dawno mnie tu nie było w sumie nie wiem co napisac troche sie chyba wypaliłam w tym co do tej pory tutaj pisałam.
Dziś To znaczy w sumie wczoraj już minal nam kolejny wspolny miesiąc jeszcze dwa i za nami bedzie 4,5 roku.  Nawet nie wiem kiedy To zlecialo pamietam pierwsze spotkania rozmowy a dzis,  znamy sie na wylot jestesmy dla siebie bliskimi osobami kazdy z nas zna drugą osobe jej wady zalety zwyczaje. Wiem jedno ze z kazdym miesiacem docieraliśmy sie dzis mało kiedy sie kłócimy a jak już do tego dochodzi To za chwilke sie godzimy troche nudne To nasze wspolne zycie Bo wciąż sie kochamy i na razie zmian nie widzimy.
Chcialabym o czyms tu napisac ale To na dluzzszą chwile.

sobota, 29 kwietnia 2017

130

(...) tworzenie związku jest trochę jak budowa domu...w jednym i drugim przypadku nie zawsze masz wpływ na jakość fundamentów...masz wybór -  albo buduje albo nie buduje, albo biorę odpowiedzialność za to, co wydarzy się później albo to wszystko mnie przeraża i zostaje w wynajętym mieszkaniu...niby małe ale zawsze można zamknąć drzwi i wyjechać:)" - Bephenomenal

Nasz związek to też jak taka budowa domu, na początku było pięknie plany jak to będzie wyglądało jak wyobrażamy sobie to co chcemy zbudować ale wraz z postawieniem pierwszego kroku do tego wszystkiego  pojawiły się pierwsze problemy, coś wychodziło,  to drugie sprawiało że cofalismy się do tyłu. Dopiero wspólne kompromisy pomogły nam na dobre ruszyć z budową. Szło nam co raz lepiej i lepiej aż w końcu osiągnęliśmy namiastkę tego co czekało nas dalej,  i chociaż długo musieliśmy pracować,  czasami ta praca nam przychodziła lekko ale były dni kiedy każde z nas rzucalo "młot " i budowa stała pod znakiem zapytania czekała aż opadną emocje, i znów ruszyliśmy pełną parą dziś mamy 1/4 budowy mamy fundament miłości i zaufania, szacunku i pomocy,  rozmowy i wychodzenia z problemów wspólnie, akceptacji poglądów drugiej osoby. Ale to dopiero początek mimo że posiadamy już w wyobraźni plan całego domu to czeka nas długa i Ciężka praca ale tylko wspólnymi siłami i chęcią wiem ze osiągniemy to na co pracujemy już od dawna.
Jesteśmy szczęśliwi wiem o tym nie tylko ja jestem ale on też widzę to widzę bo to widać można wyczytać z oczu,  z uśmiechu z twarzy.
Jesteśmy szczesciarzami i ja o tym doskonale wiem cieszę się że mam przy sobie taką osobę i nie żałuję że kiedyś coś co było dla mnie ważne minęło zastępując czymś nowym ale o tym kiedy indziej.
Za 3 h ruszamy❤

czwartek, 20 kwietnia 2017

Wszystko ma swój czas..

czułam jak życie przelatuje mi pomiędzy palcami…młodsze koleżanki układały sobie życie, miały facetów, niektóre nawet dzieci. Dla mnie czas jakby na złość przyśpieszył ale ja stałam w miejscu. W myślach miałam setki niewykorzystanych szans i zero perspektyw na przyszłość…oprócz samotności, która w ostatnich miesiącach była moją najwierniejszą przyjaciółką…i jeszcze ta pogoda! Możesz wierzyć lub nie ale nieszczęśliwej kobiecie nawet deszcz przeszkadza bardziej.”

Miałam w ostatnim czasie takie same odczucie, ciągle głowę mi zaprzątały myśli o tym, że czas mi przelatuje, dni tygodnie mijają, lata a my stoimy w miejscu że każdy idzie dalej a nasz związek jak stał tak dalej stoi w miejscu, że czekam aż coś, lub ktoś przyjdzie złapie za rękę i poprowadzi dalej. Długo analizowałam, zastanawiałam się nad tym, czy tak jest czy pod wpływem emocji, rozmowy przemyśleń drugiej osoby. Większa połowa moich znajomych zakłada rodziny, mieszkają z partnerami, wyjeżdżają za lepszym życiem a My a my stoimy w miejscu czekamy na coś, co nigdy może nie przyjść, czekamy aż dorośniemy, aż będziemy mieli coś swojego, ale czy to kiedyś nastąpi? czy warto czekać na rzeczy materialne? Czy przez to, pewnego dnia nie obudzimy się wypaleni z miłości, jako dwójka obcych sobie  ludzi, że to czekanie nas oddaliło od siebie?


"(...) Nic tak nie niszczy uczucia jak presja, jak ultimatum, jak podejmowanie decyzji dla kogoś bez pewności, że ta decyzja jest trafna i jesteśmy na nią gotowi - oboje"


Takie tam przemyślenia.